Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

miejsce na dłuższe i przemyślane wypowiedzi
Awatar użytkownika
iwan
Administrator
Posty: 4300
Rejestracja: wt 05 gru 2006, 22:24
Reputacja: 487
Cyfra: 10000
Licencja: D-USPA
Lokalizacja: ze źródła
Kontakt:

Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: iwan » wt 21 kwie 2009, 13:21

Skoro i tak lubię pisać to mogę tu się wyżyć. Mam nadzieję, że i Was skłonię do dzielenia się swoimi przemyśleniami (to przecież nic nie kosztuje)
Skoki spadochronowe w słonecznej Hiszpanii - Przyjedź, odpocznij, poskacz bezpiecznie

Awatar użytkownika
iwan
Administrator
Posty: 4300
Rejestracja: wt 05 gru 2006, 22:24
Reputacja: 487
Cyfra: 10000
Licencja: D-USPA
Lokalizacja: ze źródła
Kontakt:

Czy Pan/Pani przyznaje się do aktywności ekstremalnej?

Post autor: iwan » wt 21 kwie 2009, 13:22

Czy Pan/Pani przyznaje się do aktywności ekstremalnej?

Sporty ekstremalne to bardzo wygodna szufladka stosowana przez media oraz producentów, wykreowana z niczego na potrzeby wszystkich. Lotnictwo pasuje tu jak ulał, a spadochroniarstwo jest najwdzięczniejszym sztandarem niesionym przez jakiś zwariowanych ludzi.
Zwariowani ludzie to ci, którzy zamiast poświęcić weekend na szwendanie się po centrum handlowym, zdobywają pieniądze w celu wyrzucania ich w powietrze. Chwilę zastanawiając się nad tym, dlaczego pasjonatów traktuje się jak wariatów dochodzimy do smutnych wniosków.

Ogólnodostępne źródła wiedzy bieżącej, czyli telewizja, prasa, portale internetowe są sponsorowane przez producentów. Ci, którzy mają najbardziej masowe wyroby, ci mają więcej pieniędzy na kampanie reklamowe. Co za tym idzie najbardziej opłaca się przyciągać do oglądania, czytania, czy też oglądania i czytania konsumentów będących targetem sponsorów.

Frazesy o wolności słowa, czy inne twory idealistyczne jak demokracja, równość mediów itp. to bzdety. Prawda jest taka, że trzeba utemperować klientów. Muszą wiedzieć, jacy są wspaniali chodząc do centrum i kupując kolejny worek proszku do prania albo przedmioty do niczego nie potrzebne. Trzeba stadko owieczek ogrodzić parkanem a na parkanie napisać coś, co ich przestraszy. Np. sport ekstremalny.

I zaczyna się jazda, tłumaczenie jak to ten, czy inny zabił się straszliwie, oblatując nowy model samolotu i obnażanie, jak cała rodzina po nim płacze a pies nawet nie chce wyjść z budy przed kamerę. Niech no cokolwiek się stanie to już wszyscy o tym ryczą wniebogłosy. Ostatni przykład, katastrofa Bryzy. No i co, że miała awarię? Przecież to urządzenie mechaniczne, ma prawo się popsuć, a może zawinił człowiek – przecież też ma do tego prawo. Dlaczego proporcjonalnie tak cichutko ten temat, że na drogach ginie kilkaset osób tygodniowo? Dlatego są reklamy samochodów, duże, tłuściutkie, pozwalające przeżyć kolejny miesiąc. Kto więc będzie zadzierał z chlebodawcą, z dobrodziejem? Wiadomo, nikt. Oczywiście czasem jakiś tabloid, opublikuje konkursowe zdjęcie zmasakrowanych ludzi w wypadku samochodowym, ale tylko dlatego, że nic się nie stało w lotnictwie albo innych ekstremalnych aktywnościach.

Tak więc nasza pasja została ogrodzona parkanem pod prądem i trzeba się przebijać przez te zasieki udowadniając, że się nie jest wielbłądem. Nie jest to proste zajęcie. Po latach doświadczeń w tej materii gotów jestem postawić hipotezę, że nikogo nie można do tego przekonać. Można to porównać do ręki, którą ktoś wystawia z ciemnego pomieszczenia i próbuje wciągnąć do środka.

Tą granicę trzeba przekroczyć samemu, jest to trochę jak inicjacja umiejętności dostrzegania złudnych barier i ich łamania. Łamanie nawet nie pasuje, bo jeśli granica jest złudzeniem, to w momencie przekraczania tego miejsca okazuje się, że tam nic nie było. Pozostaje tylko satysfakcja z kroku, który wykonujemy w naszą przyszłość. Częstsze próby przechodzenia w nieznane umacniają w przekonaniu, że wszystko dookoła jest prawidłowe a klatki pobudowaliśmy sobie sami i się napawamy lękiem podchodzenia bliżej do ich krat.

Sport ekstremalny jest linią usypaną z kredy. Dla niektórych magnesem przyciągającym jest to, co znajdą za linią, dla innych to samo działa odpychająco i cieszą się z przykładnego przebywania w obrysowanym obszarze. Oczywiście nie powiem, że to jest dobre a to nie. Pomyślę swoje i każdy z Was pomyśli swoje, – bo każdy swoje linie, każdy ma inny obszar i inną chęć podchodzenia do granicy.
Skoki spadochronowe w słonecznej Hiszpanii - Przyjedź, odpocznij, poskacz bezpiecznie

Awatar użytkownika
Julka
Cool gość
Posty: 317
Rejestracja: wt 21 sie 2007, 19:58
Reputacja: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: Julka » wt 21 kwie 2009, 16:48

iwan pisze:Tą granicę trzeba przekroczyć samemu, jest to trochę jak inicjacja umiejętności dostrzegania złudnych barier i ich łamania. Łamanie nawet nie pasuje, bo jeśli granica jest złudzeniem, to w momencie przekraczania tego miejsca okazuje się, że tam nic nie było. Pozostaje tylko satysfakcja z kroku, który wykonujemy w naszą przyszłość. Częstsze próby przechodzenia w nieznane umacniają w przekonaniu, że wszystko dookoła jest prawidłowe a klatki pobudowaliśmy sobie sami i się napawamy lękiem podchodzenia bliżej do ich krat.
No ja tam jestem bardzo daleka od widzenia, żeby tak każdy znowu podskakiwał z podniecenia i wycierał ślinotok na myśl o ekstremie, wcale nie musi budzić to emocji, myślę, że tu nie rozchodzi się o wyższość czy niższość sportów ekstremalnych nad innymi tylko o potrzeby, jakie mamy, nie o to, że niektórzy boją się podchodzenia do krat klatek, w które się dali pozamykać albo i sami pozamykali, a raczej o to, że nie mają w ogóle takiej potrzeby, mają wywalone w to, żeby sprawdzać cokolwiek, szukać mocniejszych wrażeń, odczuwać satysfakcję z dostrzegania złudnych barier, wolą łowić ryby, zbierać grzyby czy grać w szachy i czuć się bezpiecznym w swoim świecie, każdy z nas tworzy swój świat, ma swoje kredki i całkiem na serio do tego świata podchodzi, a czy jest w tym zwariowany, nudny czy inni na niego patrzą z pogardą czy przeciwnie - są wpatrzeni jak sroka w gnat, to już kwestia postrzegania, co jednemu śmierdzi, to drugiemu pachnie, drabina względności się przeplata. Nam bliżej do tych, co mają podobnie jak my sami, bo to znaczy, że mają podobne potrzeby, że nadają na tych samych falach i dzięki temu rozumiemy się z nimi nawet bez słów i to jest miłe i to jest fajne, więc ciągnie swój do swego ale nie jesteśmy w tym milsi i fajniejsi od tych, co wolą spędzać weekend na kanapie przed telewizorem albo oszczędzać kasę na krem przeciwzmarszczkowy;) A niech mają co lubią, ważne, żeby się dobrze czuć i bawić a granice tej zabawy wyznacza jedynie nasza wyobraźnia, grunt aby nie zatracić siebie i nie robić nic na siłę ani nie dać się innym i temu, co oni sobie o tym myślą, bo za utratę samego siebie płaci się najwyższą cenę...
Szczęście sprzyja odważnym.

Awatar użytkownika
Ula Ursula
Maniak
Posty: 1846
Rejestracja: wt 05 gru 2006, 22:51
Reputacja: 21
Cyfra: 1999
Licencja: D-031281
Kontakt:

Re: Czy Pan/Pani przyznaje się do aktywności ekstremalnej?

Post autor: Ula Ursula » wt 21 kwie 2009, 17:15

iwan pisze: Kto więc będzie zadzierał z chlebodawcą, z dobrodziejem? Wiadomo, nikt. .


No to wcale nie jest takie oczywiste. Chcesz rys osobowosci, czy od razu pare nazwisk :lol: ?

To sie klasyfikuje na oddzielny watek, ale zobacz pewien mechanizm:

Praca jest pozadana dopoki sie jej nie zdobedzie i to jakakolwiek. Od tego momentu zgodnie z polska tradycja nalezy na pracodawce psioczyc, podprowadzac mozliwe dobra, typu olowki, gumki i papier toaletowy, co swiadczy o zaradnosci pracownika i jego wysoko cenionych przez kolegow i kolezanki umiejetnosci kombinatorstwa, a w rzeczywistosci jest zwyklym zlodziejstwem.

Na swoja prace od pierwszego dnia, albo nawet wczesniej juz nalezy narzekac, co jest mile widziane, budzi wspolczucie i powszechne zrozumienie, a co za tym idzie buduje pozycje spoleczna. Potworne zmęczenie, mobbing prawie ze, omdlenia wysilkowe, bole glowy, nie mowiac o stresie i znoszenia humorow szefa albo pupilkow to wdzieczny temat na spotkania towarzyskie, gwarantujacy bycie w centrum zainteresowania.

Tworzenie w swojej glowie obrazu szefa despoty i wyzyskiwacza, wspaniale usprawiedliwia wtedy karygodne postępowanie takiego pracownika, jeszcze nie tak dawno dziekujacego ochoczo za "pozytywne rozpatrzenie kandydatury" bo teraz firma to jego cale zycie i rodzina prawie ze ;). A ten tyran nie wie, ze ma po prostu wyplate dac i to z gorką, najlepiej nie wychylac nosa ze swojego gabinetu, co najwyzej cichutko poprosic o herbatke, moze szanowna pani sekretarka ruszy cztery litery i dzis nie bedzie jej glowa bolala, ani nie bedzie chory kot, wywiadowka, umierajaca sasiadka, wizyta u lekarza, etc etc. a cala robote najlepiej zeby zrobil sam i to bez szemrania.

No bo czy ktos, kto chwali sie ze ma super robote, duzo zarabia, normalnego szefa, fajne warunki i duzo bonusow, bedzie lubiany przez reszte i otaczany pomocą i uwagą towarzystwa?
http://www.skokiwhiszpanii.pl
http://www.skydiveatmosfera.com/
Polska baza spadochronowa w Hiszpanii, AFF caly rok z 5000 m. Jump in the sun!

Ines
Expert
Posty: 955
Rejestracja: pn 04 sie 2008, 11:34
Reputacja: 0

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: Ines » wt 21 kwie 2009, 17:32

Choć postrzeganie przez media "ekstremalnych" w poście Iwana ma wydźwięk negatywny to ja spotkałam się w swoim środowisku z różnymi opiniami nt. tego co zaczęłam robić. Jedni "choćby im płacili nie wiem jakie pieniądze to w życiu nie skoczą". Mają swoje zdanie, w ich mniemaniu jedynie słuszne na ten temat i chwała im za to. Innym oczka się świecą i ciągle pytają co i jak, choć sami też nie mają odwagi skoczyć. Myślę, że to kwestia otwarcia i tolerancji na inne światopoglądy tak samo dotyczy to tego co my robimy jak i naszego postrzegania "nudnych" naszym zdaniem działań innych. Niektórym postrzeganie w ciągu życia się zmienia inni idą w tzw. zaparte no i ok. Uważam też, że pasja jest pasją czegokolwiek dotyczy czy skoków, czy szydełkowania, ważne że nakręca człowieka, daje mu energię i wyzwala działania, na które bez niej by się nie zdobył. Oczywiście te ekstremalne są bardziej widowiskowe, więc też narażone na większą krytykę. No i co z tego? Często krytyka wynika z niewiedzy, więc jest bezproduktywna, a czy zależy nam na takiej? Myślę, że z mediami czy bez ludzie swój rozum mają, więc zgadzam się z Wami "nic na siłę" zostawmy im wybór, pokażmy im piękno tego co robimy i...róbmy swoje :mrgreen: .

Awatar użytkownika
Julka
Cool gość
Posty: 317
Rejestracja: wt 21 sie 2007, 19:58
Reputacja: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: Julka » wt 21 kwie 2009, 17:54

Mechanizm, o którym pisze Ula to ładny przykład jak ludzie lubią rozgrywać ze światem a zwłaszcza z pracą swoje własne problemy, ale jeśli narzekają i śnią po nocach jak przejeżdżają szefa samochodem, to widać taki sznyt, wykorzystują pracę do przeżywania tego wszystkiego, na co tak narzekają - mobbing, zmęczenie, niesprawiedliwość w traktowaniu, niewspółmierną gratyfikację do włożonej pracy, wściekłość, wkurwienie, rozpacz tracenia przez pracę rzeczy ważniejszych typu czas z rodziną itp.itd. można by tak wymieniać bez końca. Zagadka logistyczna - z czym a raczej kim takie persony mylą pracę wraz z nieszczęsnym szefem wbitym na pal nienawiści :?:
Szczęście sprzyja odważnym.

Awatar użytkownika
AdamWlkp
Świeżonka
Posty: 72
Rejestracja: śr 06 gru 2006, 11:24
Reputacja: 0
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Czy Pan/Pani przyznaje się do aktywności ekstremalnej?

Post autor: AdamWlkp » wt 21 kwie 2009, 23:15

ula pisze:
iwan pisze: Kto więc będzie zadzierał z chlebodawcą, z dobrodziejem? Wiadomo, nikt. .


No to wcale nie jest takie oczywiste. Chcesz rys osobowosci, czy od razu pare nazwisk :lol: ?

To sie klasyfikuje na oddzielny watek, ale zobacz pewien mechanizm:

Praca jest pozadana dopoki sie jej nie zdobedzie i to jakakolwiek. Od tego momentu zgodnie z polska tradycja nalezy na pracodawce psioczyc, podprowadzac mozliwe dobra, typu olowki, gumki i papier toaletowy, co swiadczy o zaradnosci pracownika i jego wysoko cenionych przez kolegow i kolezanki umiejetnosci kombinatorstwa, a w rzeczywistosci jest zwyklym zlodziejstwem.

Na swoja prace od pierwszego dnia, albo nawet wczesniej juz nalezy narzekac, co jest mile widziane, budzi wspolczucie i powszechne zrozumienie, a co za tym idzie buduje pozycje spoleczna. Potworne zmęczenie, mobbing prawie ze, omdlenia wysilkowe, bole glowy, nie mowiac o stresie i znoszenia humorow szefa albo pupilkow to wdzieczny temat na spotkania towarzyskie, gwarantujacy bycie w centrum zainteresowania.

Tworzenie w swojej glowie obrazu szefa despoty i wyzyskiwacza, wspaniale usprawiedliwia wtedy karygodne postępowanie takiego pracownika, jeszcze nie tak dawno dziekujacego ochoczo za "pozytywne rozpatrzenie kandydatury" bo teraz firma to jego cale zycie i rodzina prawie ze ;). A ten tyran nie wie, ze ma po prostu wyplate dac i to z gorką, najlepiej nie wychylac nosa ze swojego gabinetu, co najwyzej cichutko poprosic o herbatke, moze szanowna pani sekretarka ruszy cztery litery i dzis nie bedzie jej glowa bolala, ani nie bedzie chory kot, wywiadowka, umierajaca sasiadka, wizyta u lekarza, etc etc. a cala robote najlepiej zeby zrobil sam i to bez szemrania.

No bo czy ktos, kto chwali sie ze ma super robote, duzo zarabia, normalnego szefa, fajne warunki i duzo bonusow, bedzie lubiany przez reszte i otaczany pomocą i uwagą towarzystwa?


Nie do końca bym się z tym zgodził. Gdyby sięgnąć do książkowej definicji organizacji to zaraz zobaczymy, że jest to twór którego funkcjonowanie zależy od sprzeczności interesów i umiejętności wypośrodkowywania. Druga sprawa, że obraz powyższy jest moim zdaniem widoczny w przypadku molochów korporacyjnych, ale czy nie jest to efekt tworzenia błędnej granicy?? Bo przecież od tego jest kadra kierownicza, żeby stymulować pracownika nie pilnować. Dlatego też tworzy się cały pion zarządzania kadrami, żeby względnie przełożony miał nie więcej niż 7-10 podwładnych, bo to gwarantuje brak anonimowości. I tutaj chyba pięknie to Iwan ujął, często wolimy być w grupie anonimowej, szemrać i otaczać sie zasiekami, niż przekroczyć, zrobić ten jeden tak wielki, a tak mały krok, krok po którym okazuje się, że słońce świeci jaśniej, deszczyk pada rzadziej, a tej wrednej sąsiadce i tak dzisiaj powiem dzień dobry, bo ważne, że ja wiem.

Czytając ten wątek przypomniało mi się pewne zdanie wykładowcy odnośnie mądrych zarządzających: " Jezeli jest źle mów "Ja", jeżeli jest dobrze mów " My" jeżeli jest bardzo dobrze mów " Wy". Niestety często model jest dokładnie odwrotny.

Awatar użytkownika
Szary
Posty: 8
Rejestracja: czw 11 wrz 2008, 11:58
Reputacja: 0
Lokalizacja: Warszawa

Sport "ekstremalny"

Post autor: Szary » śr 22 kwie 2009, 10:23

Post Iwana „Czy Pan/Pani przyznaje się do aktywności ekstremalnej?” sprawił, że postanowiłem ubrać w słowa snute przeze mnie rozważania. Zdaje mi się, że zazębiają się one nieco z tym, co napisał i trochę są równoległe, ale pod innym kątem podane. Motyw przewodni to refleksja nad ekstremalnością sportów „ekstremalnych” (Od teraz będę używał cudzysłowu – na końcu okaże się dlaczego).

Czepiam się słów, ale jak mówią, słowa mają moc, której nie powinniśmy ignorować. Tezy, że nie to skrajne, co skrajne, tylko co się komu wydaje, w naszym nowoczesnym, demokratycznym, pluralistycznym, złożonym z wolnych i świadomych jednostek społeczeństwie należącym (mimo tego, co niekiedy dookoła siebie obserwujemy) do cywilizacji Zachodu nie trzeba udowadniać, przejdę zatem do sedna:

Mem
Wydaje mi się, że w powszechnej świadomości pojęcie „sport ekstremalny” mylone jest z pojęciem „hazard” albo utożsamiane z „bardzo niebezpieczny”. Przypuszczam, że w głównej mierze jest to dzieło marketingu, mediów i diabli wiedzą, czego jeszcze. To coś takiego jest, co sprawia, że myśl jakaś, błaha niekiedy, raz puszczona w świat żyć zaczyna własnym życiem. W świadomości powszechnej rozprzestrzenia się, błąka kanałami różnymi, wodą, ziemią i powietrzem, w postach, spotach, wiadomościach, plotkach, szeptach, tajnych planach i knowaniach. Straszy w pubie i w kościele, w sklepie i u fotografa. A ostatnio nawet w pralni. Karmi się to to myślowym skrótem, mózgu niechciejstwem, niedbalstwem, wygodnictwem, krótkowzrocznością, albo po prostu ludzką niedoskonałością.

Produkt
Wielki oczojebny napis „EXTREME” wabi chłopców w różnym wieku. Chłopcy ci, metaforycznie rzecz jasna pryszczaci na twarzy albo na duszach swoich, skuszeni kolorowym wabikiem wyciągają z portfeli swoich, lub swoich rodziców, z trudem bądź zupełnie bez wysiłku zdobyte środki pieniężne, by dostać w zamian coś wyjątkowego. Muszą mieć świadomość, że uczestniczą w zdarzeniu absolutnie unikatowym, dostępnym wybrańcom, tym którzy się nie lękają. Rzecz nie dotyczy tylko spadochroniarstwa. Można w ten sposób sprzedawać (propagować) niemal wszystko. Po powrocie ze swojej, metaforycznej oczywiście, wyprawy dookoła świata (najczęściej jednorazowej), chłopcy zasiadają przy kominku (najczęściej symbolicznym) i zgromadzonej wokół gawiedzi snują opowieść. Nie ma w niej miejsca, na reguły i zabezpieczenia, które zastosowano, aby włos im z głowy nie spadł.

To, co skrajne
Opowiadają o swoich przeżyciach, które niewątpliwie są ekstremalne. I bardzo dobrze, o to właśnie chodzi. Dostali to, czego chcieli. I nie wydaje się, by ktokolwiek był uprawniony odzierać właściciela wspaniałych wspomnień z prawa do ich posiadania. Sądzę jednak, że ekstremalne emocje, których dostarcza dana dyscyplina nie powinna być wystarczającym usprawiedliwieniem, aby ochrzcić ją mianem ekstremalnej. O ileż bardziej ekstremalny (niebezpieczny) od wyczynu przeciętnego tandem pasażera był wyczyn Reinholda Messnera, gdy wdrapał się na Czomolungmę bez aparatu tlenowego? Messner uprawiał szlachetny himalaizm i nie nosił czerwonej bluzy z żółtym napisem „extreme”. (No dobra, może i nosił, to i tak tylko przenośnia.)

Antymem
Można, spróbować zaufać rynkowi i przyjąć do wiadomości, że dostatecznie efektywnie zweryfikował sposób promowania produktu o nazwie „sporty ekstremalne”. Nie mogę niestety poradzić sobie z wewnętrznym sprzeciwem, który odczuwam, patrząc na osoby, rezygnujące ze skoków z powodu fałszywych przekonań. Jazda na rowerze 200 lat temu uchodziła za bardzo niebezpieczną, jak jest dziś wiadomo. Zmieniły się oczywiście rowery, ale zmieniła się także ludzka świadomość. Uważam, że nie służy spadochroniarstwu propagowanie go jako sportu „ekstremalnego”. Spadochroniarstwo daje unikatowe i skrajne przeżycia, ale samo w sobie ekstremalne nie jest. Skakać może niemal każdy. Spadochroniarstwo nie jest hazardem. Nie jest jego istotą zdanie się na łaskę ślepego losu. Wręcz przeciwnie, sprzęt, procedury, metody szkolenia, zasady, których skoczkowie zobowiązują się przestrzegać, są stworzone w taki sposób, aby zniwelować ryzyko do minimum. Zdarzają się sytuacje nieprzewidziane, awarie, skoczkowie uczą się jak ich unikać, jak sobie z nimi radzić, nie jest to jednak cecha szczególna spadochroniarstwa. Uzależnienie od hazardu jest chorobą, leczy się je. Miarą taką póki co nie mierzy się spadochroniarstwa. (No dobra, niektórzy mierzą, ale oni nie są z NFZ.)

Słowotwórstwo
Skoro nie „ekstremalny”, to jaki? „Ekstremalny” znaczy „skrajny”. „Sport skrajny” jest do kitu, kalka „sport ekstremalny” wydaje się dużo bardziej sensowna (dla niektórych "seksowna" - podobno niektóre kobiety pragną związać się włącznie ze spadochroniarzem, panowie łowiący ryby z pontonu w trakcie sztormów w norweskich fiordach odpadają z powodu zbyt nachalnej symboliki fallicznej). Na swój własny użytek stosuję jednak zamiennik. Lubię słowo „niszowy”.

Próbuję uprawiać mało popularną, niszową dyscyplinę sportu – spadochroniarstwo, które dostarcza skrajnych przeżyć, ale w przeciwieństwie do rosyjskiej ruletki pozwala przeżyć (Ktoś, gdzieś już chyba tak pisał.)

Awatar użytkownika
iwan
Administrator
Posty: 4300
Rejestracja: wt 05 gru 2006, 22:24
Reputacja: 487
Cyfra: 10000
Licencja: D-USPA
Lokalizacja: ze źródła
Kontakt:

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: iwan » śr 22 kwie 2009, 11:31

jeśli coś nienazwanego zostanie nazwane i zaczyna tak być odbierane przez społeczeństwo pod tą nazwą to taka staje się rzeczywistość. Słyszałem o plemionach indiańskich, które były przekonane, że dopiero nadanie czemuś nazwy powoływało ten przedmiot do istnienia.
Mamy więc takie okoliczności natury, że zakwalifikowano naszą aktywność do grupy oczojebnych extreme.
Walka z tym jest bez sensu, gdyż jest nas za mało do zmiany tak szeroko zakorzenionego poglądu. Lepiej się dopasować i operować w ramach wytworzonego poglądu.
Pozytywem jest, że zazwyczaj ci, którzy już trafiają do takiej aktywności musieli wykonać jakąś swoją pracę mentalną i wyjść poza schemat.
Nie traktuję sportów ekstremalnych jako lepszej czy gorszej metody poznawania świata, jest to jednak wyautowany teren, na który wchodzą ci, którzy mają właśnie taką potrzebę.
Skąd ta potrzeba? Dlaczego chcą wyjść poza patykiem na wodzie nakreśloną linię? Tu też można szeroko dyskutować i może ktoś to rozwinie :)
Skąd potrzeba wejścia na terytorium sportów ekstremalnych - uznawanych za zagrożenie dla życia i zdrowia.

Wracając. SE mogą więc być swego rodzaju filtrem, czy sitem zwiększającym jednorodność ludzi zajmujących się tymi dyscyplinami. Dla dobra komunikacji i znajdowania 'bratnich dusz' taka bariera powinna więc nadal przesiewać.
Oczywiście to też ułuda. Tyle lat spędziłem w skokach, skasowałem kilka bryk i widzę, że mechanizmy wewnątrz grupy są takie same jak w każdych innych grupach. Jedynie mózgi traktowane adrenaliną powodują, że wszystkie rozgrywki są bardziej kontrastowe i szybsze.
Mamy więc szkołę, w której możemy nauczyć się szybciej, mocniejszymi bodźcami.
Zobaczcie, że to się zgadza z hasłem 'skrajny'. W momencie kiedy słowo to zawibrowało i zostało przydzielone do pewnych form aktywności zaczęło też selekcjonować i porządkować inne zjawiska.
Ludzie, którzy potrzebują silnych bodźców - bo tacy zwykle trafiają do lotnictwa, potrzebują też silniejszych bodźców w pobieraniu swoich nauk społecznych. W grupie bardziej podobnych zakapiorów możemy więc przerobić brakujące lekcje i to szybciej niż w środowisku mniej jednorodnym.
Tak więc powołanie do życia określenia 'sport ekstremalny' być może wywołało reakcje dopasowane do potrzeb tych, którzy tą wibrację odebrali.
Skoki spadochronowe w słonecznej Hiszpanii - Przyjedź, odpocznij, poskacz bezpiecznie

Awatar użytkownika
Iks
Cool gość
Posty: 241
Rejestracja: śr 17 wrz 2008, 09:00
Reputacja: 0
Lokalizacja: z Polski
Kontakt:

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: Iks » śr 22 kwie 2009, 11:41

Cholercia, z tym uzależnieniem to ja nie jestem taki pewien :mrgreen:
Ja skoczyłem w tandemie po chyba ponad rocznym bombardowaniu spadochroniarstwem przez znajomych. Część z nich skacze cywilnie, część że tak powiem z racji zawodu, ale i równocześnie cywilnie. Opowiadali, filmy pokazywali, namawiali.... "IKS no ale dlaczego ty nie skaczesz ? Przecież wszyscy skaczą, masz problrmy ze zdrowiem ? lekarz ci nie pozwala ? " a ja tylko pukałem się palcem w czoło ;-) Po co mi to ? na co ? Robię, dla niektórych dziwne rzeczy. Strzelam, bawię się w ASG, na bungee skoczyłem.... i wiele innych mam zainteresowań, ale spadochron ? Jednak coś tam zasiali. Kiełkowało, kiełkowało aż pojechałem do Przaska.
Tandem.... i już wiedziałem, że będę AFFa robić. Tak bardzo chce się tam na górę wrócić, że łooooojjj.... Cały czas mam zespół odstawienia więc.... ? Może jednak to uzależnia ? Co prawda nie fizjologicznie, ale psychologicznie to i owszem. Nigdy nie postrzegałem spadochroniarstwa w kategoriach sportu ekstremalnego. Ja to widzę bardziej jako hobby pozwalające przeżyć coś, co jest dostępne tylko podczas skoku.
Co do ekstremalności, to moim zdaniem nie jest to tylko sprężyna medialna. Większość ludzi nigdy w życiu dobrowolnie nie odważyłaby sie skoczyć. No chyba, że byłaby zmuszona ( ale to inna bajka). Spadochroniarstwo jest dla nich nie do pojęcia. Skoczek w ich oczach to ktoś kto przekracza ich granice. Ich extremum. A że media to podchwyciły to już się kręci.
Tak ja to rozumiem.
;-)
Gabinet Śmiechoterapii IKS`a ZAPRASZA
Pozostań w pokoju a ruchy miej roztropne aby uderzając się w łokieć nie natrafić na to miejsce, które czyni prąd ;-)

Awatar użytkownika
Tomek
Cool gość
Posty: 242
Rejestracja: pt 05 paź 2007, 08:19
Reputacja: 0
Lokalizacja: Przasnysz
Kontakt:

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: Tomek » śr 22 kwie 2009, 12:54

Wszystko moim zdaniem zależy od tego co tak naprawdę i dla kogo jest ekstremalne. Dla mieszkańca Augustowa, Serocka, czy innej miejscowości przy przelotówce ekstremalnym przeżyciem jest przejście na drugą stronę ulicy. Dla niedzielnego kierowcy z małej miejscowości przejechanie przez Warszawę czy to w szczycie, czy też w środku nocy wydaje się czymś wręcz nieosiągalnym. Jego poziom adrenaliny będzie ogromny.

A media. No cóż, te ostatnimi czasy robią wszystko by przyciągnąć potencjalnego widza, czy słuchacza. Wiadomo, większa oglądalność to więcej reklamodawców czyt. kasy. A skoro wszystko co jest ekstremalne przyciąga widza więc czemu o tym nie mówić, pokazywać, pisać. Tym bardziej, że ludzie lubią oglądać widowiska w których leje się krew i trzaskają kości. Samo słowo ekstremalne to już zapowiedź tego typu widowiska. Wiec czemu nie pokazywać właśnie takich scen z użyciem ogromnych ilości ketchupu. Sam widz tego chce.

Czy spadochroniarstwo jest ekstremalne? Dla kogoś kto się z tym dopiero styka z pewnością jest czymś innym, czymś co kojarzy się z ryzykiem narażenia swojego zdrowia. To tylko od tej osoby zależy co w nim jest silniejsze. Co w jego głowie przeważa. Czy strach przed nieznanym, czy też ciekawość tego nieznanego. Jeśli się zdecyduje, przejdzie szkolenia, pozna procedury i znajdzie się w powietrzu wówczas stwierdzenie ekstremalny sport traci ta wartości na rzecz zwrotu aktywny wypoczynek. Natomiast jeśli nie przekroczy tej niewidzialnej bariery i nadal będzie tylko naziemnym obserwatorem to w jego głowie zawsze będzie kołatała się myśl: "nigdy w życiu, a jak się spadochron nie otworzy".

Ines
Expert
Posty: 955
Rejestracja: pn 04 sie 2008, 11:34
Reputacja: 0

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: Ines » śr 22 kwie 2009, 13:20

Zgadzam się z Tomkiem, że uznanie czegoś za "ekstremalne" lub nie to kwestia indywidualna i duże znaczenie mają tu emocje. Bo przecież wszyscy wiedzą, że jazda samochodem może być niebezpieczna, ale tylko nieliczne osoby uważają samodzielną jazdę za coś ekstremalnego, a przy tym wszyscy wiemy jaka jest statystyka wypadków drogowych. To ekstremalne siedzi w nas, w naszej głowie i naszych ograniczeniach. Ja przyznam szczerze nadal uważam skoki za ekstremalne, chociaż znam procedury, przeszłam szkolenie i wiem, że zagrożenie dla życia i zdrowia jest porównywalne do innych dyscyplin albo nawet mniejsze. A mimo to, dopóki nie przekroczę swoich barier wewnętrznych, nie wsadzę jeszcze kilka razy łapy w ogień (czyt. skoczę;)) i nie oswoję się z tym poprzez praktykę to tak będę je postrzegać.
Iwan uważa skoki za hobby i nic dziwnego po tylu latach aktywności, Szaremu wystarczyło poznać procedury i przejść szkolenie, żeby je za ekstremalne przestał uważać, a ja potrzebuję wykonać wiekszą pracę mentalną, żeby uznać skakanie jedynie za hobby. Bo dla mnie siła samych bodźców, których skakanie dostarcza jest ekstremalna, ale o to przecież chodzi :mrgreen: .
I niech sobie media trąbią, że coś jest ekstremalne lub nie, niech pokazują krwią ociekające sceny. Prawda jest taka, że większość ludzi, która to ogląda podziwia takiego delikwenta, jego odwagę i nawet szaleństwo, jeśli tak chce to wiedzieć. Bo z drugiej strony ta sama większość wie, że gdyby wszystkie lub prawie wszystkie tego typu aktywności kończyły się śmiercią lub ciągłymi urazami to nikt by ich nie uprawiał.
No i nie wiem chłopaki czemu tak przeszkadza Wam to, że skoki mają łatę ekstremalnych? Zobaczcie z roku na rok coraz więcej ludzi chce nauczyć się skakać lub choćby skoczyć w tandemie, więc o co chodzi? Wszyscy poszaleli czy jak? ;-)

Awatar użytkownika
Tomek
Cool gość
Posty: 242
Rejestracja: pt 05 paź 2007, 08:19
Reputacja: 0
Lokalizacja: Przasnysz
Kontakt:

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: Tomek » czw 30 kwie 2009, 15:27

Często w pracy słucham radiowej "trójki". Dziś na antenie rozmawiano na temat wypoczynku. Ktoś ze słuchaczy napisał maila do prowadzącego audycję, że po całym tygodniu pracy jedzie sobie na lotnisko by skoczyć ze spadochronem i to jest jego sposób na odpoczynek. Nic w tym dziwnego :mrgreen: . Komentarz prowadzącego mnie zaskoczył. Powiedział mniej więcej coś takiego: "dobry pomysł na odpoczynek, w ten sposób można odpocząć nawet na zawsze". Oto jak nieświadomi tego co mówią dziennikarze robią spadochroniarstwu niedźwiedzią przysługę :evil:

Awatar użytkownika
Halsky
Cool gość
Posty: 118
Rejestracja: wt 22 kwie 2008, 06:25
Reputacja: 0
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: Halsky » pt 01 maja 2009, 00:08

Niedźwiedzia przysługa..... hmmmm... masz na myśli listę przebojów programu trzeciego ;-) ?
Oczywiście poza żartami, to jest tak jak napisał Iwan. Skydiving nie jest popularną i szeroko pokazywaną dyscypliną sportu bo żaden producent sprzętu nie "natrzepie" na tym kasy tak jak np. na deskorolkach. To z tego powodu dziennikarz trójki wykazał się brakiem wiedzy o naszym sporcie i przy okazji płytkim, głupkowatym ( przynajmniej z naszego widzenia) żartem.
Wal prosto z mostu ;)

Awatar użytkownika
Julka
Cool gość
Posty: 317
Rejestracja: wt 21 sie 2007, 19:58
Reputacja: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Re: Blogownia - miejsce na dłuższe, przemyślane wypowiedzi.

Post autor: Julka » pt 01 maja 2009, 00:41

Tomek pisze:"dobry pomysł na odpoczynek, w ten sposób można odpocząć nawet na zawsze"
ehehhehe, no tak, tak właśnie jest ale co za różnica, w jaki sposób zrealizujemy taką potrzebę niekończących się wakacji (bo wielu postrzega śmierć w ten sposób, że będą mogli sobie W KOŃCU odpocząć), jeżeli ktoś skacze, bo nie szanuje śmierci i lubi z nią igrać, jeżeli skacze, bo ma głęboko zakorzenioną nadzieję, że "ten głupi spadochron" się kiedyś jednak nie otworzy, to już wesołych świąt, pozamiatane, ale takich wśród uprawiających sporty wysokiego ryzyka nie brakuje i zazwyczaj są to ci, którzy najgłośniej krzyczą o fascynacji życiem i życiu pełną gębą i oczywiście o bezpieczeństwie i mają sto tysięcy gadżetów, które mają im to bezpieczeństwo zapewnić..i wielką pianę toczą z pyska jak im powiesz, że bardziej są po stronie śmierci niż tak wychwalanego przez nich życia, a jak w końcu się zabiją, to wszyscy kiwają głowami i mówią, że tak kochał życie ale bynajmniej umarł realizując swoją pasję tak jak chciał i pragnął i chwała mu za to, bohatejro dla wielu, pomnik dla niego. Głęboko ukryty atawizm każe nam unikać sytuacji niebezpiecznych ale jeśli ich szukamy, to naprawdę nie bez przyczyny, potrzeba, którą opisałam powyżej a więc potrzeba odejścia do "innego świata" to oczywiście najbardziej hardcorowa przyczyna uprawiania sportów niebezpiecznych dla zdrowia i życia, rzekłabym, że taka wersja ostateczna a takich ludzi nazwałabym "niejawnymi samobójcami" - odsetek nieliczny a reszta :?:
no właśnie...niestety Iwan mnie uprzedził, bo chciałam zrobić dokładnie tak samo:
iwan pisze:Skąd ta potrzeba? Dlaczego chcą wyjść poza patykiem na wodzie nakreśloną linię? Tu też można szeroko dyskutować i może ktoś to rozwinie :)
Skąd potrzeba wejścia na terytorium sportów ekstremalnych - uznawanych za zagrożenie dla życia i zdrowia.
czyli rzucić luźne pytanie bez rozwijania jednak przez Tomka puściłam trochę pary z gęby ale to tylko jakaś setna tego zagadnienia i jestem ciekawa dalszych rozwinięć:)
Szczęście sprzyja odważnym.

ODPOWIEDZ